Szalom! Czyli Izrael praktycznie- przylot, komunikacja.

Ostatnio linie LOT i Wizz Air uruchomiły połączenie z Lublina do Tel Avivu, zachwycając tym większość podróżników ze wschodu Polski. Nie mogliśmy nie skorzystać z tanich biletów i okazji na zobaczenie Ziemi Świętej na własne oczy, więc szybciutko zaklepaliśmy bilety na czterodniowy wypad do Izraela. Już wtedy podejrzewaliśmy, że to trochę za mało, ale zaplanowaliśmy ten wyjazd jako zapoznawczy, z myślą, że jeśli się spodoba to wrócimy. I wrócimy na pewno, ale po kolei.

 

Wybraliśmy Polskie Linie Lotnicze LOT, ponieważ skusiły nas niską ceną za bilet i perspektywą ciepłej kawusi na pokładzie. Wylecieliśmy z Lublina o 5 rano, podróż minęła szybko, ponieważ pomimo podekscytowania zasnęliśmy w objęciach lotowskiej podusi i kocyka.

Mimo to, udało nam się uchwycić piękne widoki. Czy wy też tak kochacie latać?

 

Przed wyjazdem naczytaliśmy się historii o kontroli paszportowej rodem z filmu szpiegowskiego, prawda okazała się znaczenie mniej dramatyczna. Po przylocie na terminal 3, poszliśmy za tłumem do kontroli. Tam każdy z nas dostał inne pytania: o cel pobytu w Izarelu, jego długość i okazanie karty pokładowej. W nagrodę za dobre odpowiedzi dostaliśmy niebieski kartonik i witajcie w Izraelu! Tyle. Przed lotniskiem czekała nas prawie godzinna (autobus odjeżdża co godzinę) przerwa w oczekiwaniu na autobus nr 485, który miał nas zawieźć do Jerozolimy, prosto na Central Bus Station przy Jaffa Road. Bilet kupuje się u kierowcy, kosztuje tylko 16 szekali. Są oczywiście inne sposoby, jak szerut, czyli dzielona taksówka, albo wynajęty samochód, albo wreszcie jazda pociągiem.

 

Z dworca autobusowego do naszego hostelu (Hebron Hostel, dzielnica muzułmańska) dotarliśmy tramwajem, w którym jednorazowy bilet kosztuje 5,9 szekala. I podobno należy go kupować w dniu wykorzystania, inaczej jest nieważny. Tramwaj jest nieskomplikowany, ponieważ jeździ tylko jedna linia.

 

W Izraelu panuje zupełnie inny styl jazdy, niż w Polsce. Wszyscy kierowcy jeździli z prędkościami powyżej 90 km/h, a z górki 120 km/h (sprawdzone zerkając na licznik przez ramię kierowcy- Rafał zerkał, ja siedziałam na podłodze, bo nie było już normalnych miejsc). Na drodze między miastami normalna jest jazda lewym pasem i wyprzedzanie samochodów osobowych.

Ciekawostką okazał się również szabat. Niby wiemy, że istnieje, przewodniki podają, że od zachodu słońca w piątek do zachodu w sobotę, jednak na miejscu okazało się, że izraelici trochę inaczej go liczą. W Jerozolimie komunikacja przestała kursować o godz. 17, a zachód słońca był dopiero ok. godziny 20. Wszystkie spotkane autobusy i tramwaje po godzinie 17 zjeżdżały do zajezdni i nie zabierały pasażerów. Natomiast wznowienie kursowania w sobotę również nie nastąpiło wraz z zachodem słońca, a dopiero 1,5 później, czyli po godzinie 21.30. Jak się dowiedzieliśmy od właściciela hostelu, w zimie godziny, w których nie kursuje komunikacja są zmieniane i np. kursowanie kończy się już o godz. 15-16, a rozpoczyna w sobotę ok. godz 19-20.

 

Jedna myśl na temat “Szalom! Czyli Izrael praktycznie- przylot, komunikacja.

Dodaj komentarz